
Z ostatniej chwili...
Po niemalze 2godzinnej rozmowie z rodzina i godzinnej rozmowie z Boska Monika, zabralam sie do budynku obok, zeby napic sie wieczornej cieplej herbatki w towarzystwie przyjaciol.
Herbata wysmienita, wanilia + plus kokos i nasiona kakao. Rewelacja.
Przyjemne rozmowy, kupa smiechu.
A ze zycie lubi zaskakiwac...
R. w drodze do domu spotkal na korytarzu studenta z Finlandii.
Nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby okolo 2 tygodni temu ten sam student nie zaczepil C. i nie opowiedzial historii swojego zycia, i nie dorzucil informacji o tym, ze posiada bron. Mial byc to wedlug niego najlepszy sposob na utrzymanie ciszy w budynku. Wiadomym jest, ze studenci = impreza. Impreza = halas. Zycie jest niesprawiedliwe. Jedni imprezuja, drudzy nie moga spac. Na cale nieszczescie finski student nalezy do tej drugiej grupy.
Tak wiec nasz bohater usilowal zastraszyc R, ktory oznajmil jedynie, ze nie mieszka w tym budynku i chce wrocic w spokoju do domu. Fin wdal sie w rozmowe z C i M, ktorzy zegnali sie z R w progu drzwi.
I tu zaczyna sie najciekawsza czesc historii - "If somebody were to be loud during this night, it would be the last time for him". Dokladnie tymi slowami posluzyl sie Fin. Krazyl po korytarzach, nasluchiwal pod drzwiami, przez jakis czas stal przed budynkiem i obserwowal okna. Wystraszeni nie na zarty, pamietajac o wydarzeniach w Helsinkach, zadzwonilismy na policje. To byl drugi raz, kiedy ten czlowiek straszyl ludzi w akademiku, byl przerazliwie powazny i wsciekly jak osa, a w dodatku trzezwy. Wiedzielismy, ze w sobotnia noc wielu znajomych wroci pijanych z miasta, a wtedy nie beda myslec o tym, zeby zachowac cisze na korytarzu. Policja przyjechala natychmiast i cale szczescie, ze rownoczesnie z grupa znajomych Meksykanow, ktorzy w najlepszych humorach wracali do domu z dyskoteki. Przepytali ich wszystkich, upewnili sie, czy wsrod nich nie ma niskiego, napakowanego blondyna w okularach.
C i M podali jego dokladny rysopis, jeszcze raz strescili cala sytuacje.
I zaczely sie poszukiwania.... 4pietro. Dzwonki do drzwi, 6 mieszkan.
Po mniej wiecej 15 minutach zadzwonil telefon M. Jeden z policjantow przyszedl z telefonem komorkowym i zdjeciem jednego ze studentow z 4 pietra. Potwierdzilismy, ze to on i podalismy prawdopodobne imie, wedlug tego, co pamietala C.
Kolejne 15 minut, policja przyszla w calym skladzie do naszego apartamentu.
Spisali C i M, potwierdzili, ze gosc ma bron i przekazali, ze chlopak zeznal, ze zaszlo nieporozumienie. Twierdzil, ze nigdy nikogo nie straszyl, a jedynie opowiedzial o zajsciu w Helsinkach sprzed kilku tygodni.
"Zrobiliscie wlasciwa rzecz i mozecie byc pewni, ze nie uzyje tej broni przeciw zadnemu studentowi, nawet temu, ktory nie zachowa ciszy w porze nocnej". A dopatrzyla sie strzelby i futeralu w rekach ktoregos z policjantow, kiedy dwaj spisujacy dane opuszczali nasze mieszkanie. Obserwowalismy ich z okna, kiedy wychodzili z budynku. Futeral. Ogromniasty, stary futeral do strzelby z zawartoscia w srodku.
Ojciec Fina jest mysliwym podobnie jak jego bracia. Jest z Laponii. W swoim pokoju ma kolekcje nozy mysliwskich. Boje sie pomyslec...
Konfiskata byla mozliwa ze wzgledu na fakt, ze kazdy posiadacz broni musi zapewnic jej bezpieczne miejsce, ktore mozna zamknac na klucz, tak aby ludzie znajdujacy sie w bliskim otoczeniu, nie mogli jej uzyc, a nasz bohater trzymal ja pod lozkiem.
I bylo to odwazne, rozwazne czy glupie ?
Strach pomyslec, co mogloby sie stac za trzecim badz czwartym razem...
Ludzie sa nieobliczalni.
I wszystko w imie spokoju.
niedziela, 9 grudnia 2007
Autor:
papieruwa
3
komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)