
Zaczelo sie calkiem obiecujaco.
Zakupy w PRISMA (razem z EUROMARKET ten hiperpochlaniacz czasu mozna znalezc wszedzie).
Gruszki, sliwki, winogrona, banany i , uwaga, W A G A !
Nie do konca zglebilam jeszcze tajemnicza zasade dzialania tego urzadzenia, ale zdaje sie, ze jest to bardzo dobry straszak.
Jej obecnosc w pokoju nie pozwala mi bezkarnie wsuwac wszystkiego, co wpadnie pod reke.
Za moje postanowienia i przemyslenia odnosnie diety i cwiczen obwiniam troche Finow - po pierwsze ich jedzenie sklada sie bardzo czesto z ziemniakow, makaronu i zawsze pieczywo, po drugie - mimo tego, ze jedza tak jak ja, biegaja, plywaja, cwicza, sa bardzo ruchliwi popoludniami. W koncu mnie zmobilizowali.
Wagi nie zdazylam przetestowac, bo sie popsula.

Jestem zdeterminowana, dlatego juz nastepna czeka w kolejce.
A gdy zdeterminowanej i ambitnej kobitce wpadnie do glowy pomysl - zdarza sie, ze slepnie na jakis czas. Po wyjsciu z sali do aerobicu, musialam sprawdzic, co sie stalo, ze moje cialo odmawialo posluszenstwa. Otoz stala sie rzecz nastepujaca : niewiele myslac dnia poprzedniego wpisalam sie na liste POWER STEP AEROBIC u najwiekszej fanatyczki tych cwiczen w Linnanma Sports Hall. Czy ktos to zaplanowal? Bo ja ledwo wrocilam do domu, a daleko nie mam. I gwarantuje, ze dzis wiem, ze w moim ciele wiecej miesni niz do tej pory przypuszczalam...czuje je dokladnie. D O kladnie.
środa, 21 listopada 2007
Autor:
papieruwa
1 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)