Archiwum z 18.11.2007
Finlandia extremalnie.
100 stopni w saunie.
Kropla po kropli splywa po karku.
Cialo puchnie. Ciezko sie oddycha.
-7 stopni na zewnatrz.
Na balkonie snieg.
Cialo paruje.
Tylko w stopy bylo zimno.
No i jedynym gadzetem byl recznik.
Postanowilam zyc zdrowo.
Zrezygnowalam z codziennych lunch'ow w Vanilla i innych stolowkach studenckich. Nie jest normalnym, ze po kazdym spozytym tam posilku mdli mnie i kreci sie delikatnie w glowie. Taki stan niepozadany zaraz po zejsciu z karuzeli lancuchowej w wesolym miasteczku. Nigdy za nia nie przepadalam, to dlaczego mialabym teraz do tego uczucia wracac i to po jedzeniu.
Pierwszym krokiem do zmiany stylu zycia bylo zapisanie sie na tance.
4 zajecia za mna (kazdy poniedzialek o godzinie 20.30 superDANCEstar Karolina aka papieruwa szykuje sie do zdarcia podeszwy i rozgrzania parkietu. Btw. wczoraj po zajeciach wrylo mnie w posadzke - jazz dance w sali obok, grupa zaawansowana. Uwaga! Nastepny semestr pod znakiem JAZZ).
Po drugie - redukcja ilosci i jakosci posilkow. Jogurt, muslie, owoce i warzywa, od czasu do czasu kanapki.
Po trzecie - w koncu kupilam wage. Zdazylam uzyc jej raz i juz nie dziala. Caly plan runal w gruzach. Waga czeka na zwrot. Dobra rada - niech szykuje sie nastepna. Ja przybywam i nie zartuje.
Po czwarte - zapisalam sie na aerobic. Co prawda nie jest to kurs, na ktory moge wpisac sie miesiecznie, wiec mobilizacja na poziomie podstawowym, ale byc moze uda sie cos z tego wykrzesac. Dzis 15.00, Linnanma Sports Hall !
Po piate - sauna! Coraz bardziej przekonuje sie do tego wynalazku. Co prawda korzystalam z niej w Polsce, ale nie urzekla mnie. Wielu znajomych nie moze obejsc sie bez sauny chociaz raz w tygodniu. Prosza, namawiaja, planuja, marza,...sauna, sauna, sauna,...widzialam juz nawet kontemplacje sauny. Ciezki przypadek. No coz, niesamowite uczucie. 100 stopni wewnatrz, okolo -10 na zewnatrz, a ty w reczniku na balkonie pelnym sniegu parujacy jak smok. Kolejne wyzwanie to nurkowanie w sniegu. Ostatnio bylo blisko, ale zapomnialam japnek, a wyjscie na dwor na boso grozi przymarznieciem do gruntu. Zdecydowanie wolalm odlozyc to na raz nastepny.
Karolina, Annelies, Margherita, Fealla, Elena.
wtorek, 20 listopada 2007
Autor:
papieruwa
1 komentarze
Archiwum z 16.11.2007
Kilpisjärvi.
Finlandia przypomina dlon z wysunietym w lewo kciukiem.
Wlasnie na koniuszku tego kciuka znajduje sie mrozna kraina, gdzie zbiegaja sie granice Norwegii, Szwecji i Finlandii.
Tematem naszego semestralnego projektu jest centrum informacji turystycznej w tym miejscu. Bez zbadania terenu raczej marne szanse na zaprojektowanie czegos sensownego. Dlaczego? Bo zupelnie inne otoczenie, bo drzewa maja 7 metrow, bo gory, bo kraina tysiaca jezior, bo zabudowa rozrzucona niczym kosci w tym lesie skarlowacialych cudakow udajacych drzewa. Trzeba bylo pomacac, powachac, poczuc.
Pierwszy pomysl : organizujemy wycieczke sami.
Drugi pomysl : zapytac koordynatorke Leene.
Rezultat : Leena zorganizowala wycieczke z Uniwersytetu. Przejazd, samochody, zakwaterowanie, posilki - wszystko sponsorowala szkola. Niesamowite, jak w Finlandii dbaja o studenta. Trzeba pamietac o wszelkich znizkach, stolowkach, przywilejach. Bajka. Nalezy byc dobrej mysli i spodziewac sie tego w przyszlosci w Polsce. Moze nastepne pokolenia beda mialy lepiej.
14.11.07 - 7.00 zbiorka na parkingu przed moim akademikiem. Club 16 nie widzial, studentow wstajacych o 6 rano chyba nigdy. Pobudka o tak wczesnej porze to nie lada wyczyn w Finlandii. Wierzcie mi lub nie, tragedia. Trzeba sie dobrze zmotywowac. 9h podroz w 9 osobowym mini vanie. Szalenstwo i dobrze mi znane uczucie i pojecia "glupawki" + zaliczony chinski masaz stop (Arco). Zakwaterowanie w centrum badawczym Uniwersytetu w Helsinkach. Bardzo godziwe warunki i lozko szersze i wygodniejsze niz moje w Oulu. Rozpacz.
A wiec :
* widzialam renifery, panowie i panie tamtejszych lasow, ani im sie sni, by zejsc ci z drogi,
* moje piekne buty z Tallinn, Estonii zawiodly - stopa w 3 parach grubych skarpet sie nie miesci, a w dwoch zamarza,
* upolowalam zorze polarna! zrobilam to! O godzinie 20:30 zaszylam sie w poblizu naszego hoteliku, w drewnianej chacie z miejscem na ognisko, skorami reniferow, w razie naglych napadow odretwienia - w koncy -15 stopni. Pieklam kielbaski (nie lubie, ale sprawilo mi to mnostwo przyjemnosci, bo co jak co, ale przy ognisku dawno nie siedzialam) i czekalam. Zobaczylam ja przez przypadek w drodze do hoteliku. I zaczelo sie. Polowanie trwalo 3 godziny. 22 - 1. Zamarzlam na kosc, wojna z aparatem zakonczyla sie pomyslnie - zdjecia u gory. Niesamowite przezycie. Jedyne w swoim rodzaju. Czulam sie, jakbym odkryla druga Ameryke i dlatego zostalam mianowana rycerzem zorzy polarnej. Slowa nie mialy dla mnie zadnej wartosci, emocje byly zbyt wielkie, by wyrazic je za pomoca slow. Krzyki, wrzaski, podskoki radosci. Czulam sie tak chyba, kiedy dostalismy pierwszy komputer pod choinke i zostalismy pod nia do poznej nocy. (btw. bylam troszke rozczarowana na poczatku, poniewaz zdjecia umieszczone w internecie sa niezwykle wyrazne i jasne, a nasza zorza na zdjeciach wyszla bardziej zielona niz w rzeczywistosci...niebo bylo lekko zachmurzone).
W koncuu zdecydowalam, gdzie umieszcze swoje centrum informacji.
Ze zdjeciami, usmiechami na buziach, filmami i glupawka wrocilismy do Oulu - kolejne 9h podrozy. Meczaco, ale przyznam, ze bardzo ciesze sie z wyjazdu, gdyz chcac nie chcac musielismy spedzic ze soba kupe czasu ramie w ramie w vanach, w podrozy - zblizylo nas to do siebie. Zmienilam towarzystwo z Szandry i Tanya, i szczerze mowiac poczulam sie lepiej. Odkrylam tak naprawde, ze nie potrafie zniesc, kiedy ktos mnie ogranicza - z jednej strony dziecinne docinki na temat domniemanych milosci (Szandra), z drugiej strony ciagle uciszanie i odwracanie sie na piecie "bo powiedzialam za glosno" (Tanya). 24h na dobe to za duzo. Moge to zniesc od czasu do czasu, a jak juz jest od czasu do czasu, to sie okazuje, ze dziewczyny koncentruja sie na mnie, a nie na popychaniu pierdol.
Koniec.
PS. Kolega z grupy, Pietter Lansens, prowadzi bloga profesjonalnie. Zaczelam mu zazdroscic. Fotografuje wszystko i wszystkich. Opisuje wszystko i wszystkich. Dzis podjelam decyzje, ze chce tak samo! Mamo, zrob, zeby tak bylo!
Porzucilam ten pomysl, bo glebszym namysle, bo rzecz jasna nie chce spedzic calego wyjazdu przed komputerem, a gdy zaczelabym zabawe w nieograniczona ilosc zdjec i notek - zaglada. Po powrocie wiedzialabym, jak wyglada moj komputer i blog.
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 13.11.2007
Zabawa w Onella - Exchange students' party.
8.11.2007.
Przez jednych miejsce ukochane.
Przez drugich znienawidzone.
Typowa dyskoteka.
Dwa poziomy, 4 sale, w kazdej inna muzyka.
Backstreet Boys przekrzykuje sie z Justinem Timberlakiem.
Kto co lubi.
Nie ma porownania z ukochana Bezsennoscia lub Strasznym Dworem, ale gdzies trzeba sie czasem pobawic.
I towarzystwo Mexicancow jest najlepsze.
Wiecej nie trzeba.
Ah! Piwo, to rzecz oczywista.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/ExchangeStudentSPartyOnella81107
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 11.11.2007
Niesamowite jak snieg potrafi wplynac na ludzi.
Hiszpanie, Wlosi, Australijczycy... skacza, biegaja, slizgaja sie, turlaja w sniegu od rana do wieczora. W szyby uderzaja sniezki. Wariacja.
Dzis bylam na spacerze nad jeziorem - Tanya (Australijka) nie mogla wyjsc z podziwu, jak piekny jest swiat przykryty sniegiem. Ochow i achow nie bylo konca.
Podczas gdy w Lizbonie bylo 23 stopnie powyzej zera, ja w welnianych skarpetach, cieplych butach, szaliku, grubych rekawiczkach, cieplej czapce, rajstopach pod spodniami i grubasnym polarze pod kurtka maszerowalam wokol zamarzajacego juz jeziora.
Uwienczeniem wyprawy byla sauna. Nowe miejsce, ktorego tak strasznie zazdroszcze tym, ktorzy tam mieszkaja. 18 osob na jednym pietrze, wielka kuchnia z pokojem dziennym, silownia, pralnia i prasowalnia i 3 sauny, ktore sa wieksze niz cala reszta. Rewelacja. Idealne miejsce integracji, wszyscy sie znaja, nie ma czasu na bycie samemu. O to chyba chodzi, w tym caly sek.
Mamusiu,Tatusiu, panuje nad sytuacja.
Dzis prosto z sauny wyszlam na balkon w reczniku.
Niesamowite uczucie. Dobrze wiedzialam, ze jest zimno, ale nic nie czulam. Parowalam jak garnek wrzacej wody, a moje stopy zanurzone byly w sniegu. Niesamowite. To pierwszy stopien wtajemniczenia. Czeka mnie jeszcze kapiel w lodowatym jeziorze. Do odwaznych (i wytrwalych) swiat nalezy. !
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/ZimaWOulu111107
Przepraszam za te czarne narozniki, ale nie zorientowalam sie, a mialam oslone na obiektywie.
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 10.11.2007

Po ciezkich bojach zdobylam w koncu zdjecia z International Dinner.
Mamy tu organizacje, ktora zajmuje sie wypelnianiem czasu studentom z zagranicy. Tym razem zdecydowali sie na miedzynarodowy obiad/kolacje.
Warunkiem uczestnictwa bylo przygotowanie potrawy zwiazanej ze swoim rodzinnym krajem. O zgrozo! Najgorsza kucharka pod sloncem i gotowanie bez pomocy? Zebralam sie w sobie. Zrobilam zakupy. 3 razy wykonywalam telefony do Polski z pytaniami, co jak i gdzie. Udalo sie. Bylo smaczne i kilka osob zapytalo o przepis. Podjelam sie zrobienia ROSOLU...najprostsza zupa, a tyle nerwow z tym zwiazanych.
Sprobowalam wielu ciekawych i kolorowych "posilkow", ale przestrzegam przez rozowa papka rodem z Francji - ohyda! :) Szczerosc sie ceni, ponoc.
Jakis czas po tej imprezie, wspolokatorki zorganizowaly wspolny obiad.
Ja zajelam sie przystawkami. Ziemniaki z nadzieniem w postaci sosu a la tzatziki.
Spelniam sie jako kucharka.
Finlandia zmienia ludzi - wroce do Polski jako kucharka, ktora upija sie po 2 piwach i specjalnie nie lubi imprezowac.
Mamo ratuj! :)
Zdaje sie, ze powtorzylam sie z watkiem rosolowym i ziemniaczany.
Niech tak jednak zostanie, bo mam sie czym chwalic! :)
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 9.11.2007
COLMIO.
Galeria pani Päivi Mikola (http://www.colmio.com/). Byly architekt, wykladowca na Uniwersytecie w Oulu. Obecnie - industrial designer. Rozglos zyskala dzieki swojemu bujanemu fotelowi WOODPECKERowi.
"Public living room" - tak mowi o swojej galerii. Kazdy moze zajrzec, napic sie kawy, zjesc biszkopta i zamienic kilka milych slow z wlascicielka.
Co jakis czas zmieniaja sie tam wystawy. Wystroj wnetrza.
Obecnie wisi tam cala kolekcja materialow zaprojektowanych przez Satu Montanari (http://www.satumontanari.com/montanari.htm) dla Marimekko (http://www.marimekko.com/eng) - znana siec sklepow, w 85 roku. Obecnie obie Panie wspolpracuja ze soba.
Znakiem rozpoznawczym COLMIO jest zmodyfikowany trojkat. Nawet kapcie, ktore mozna kupic w galerii, maja zblizony ksztalt.
Jedyne 40 euro, krzeslo - 700euro.
Miejsce, do ktorego na pewno wroce.
A krzeslo jest wygodne. Buja sie, ale nie musi. Nadgarstki odpoczywaja, plecy sie prostuja, klatka piersiowa sie otwiera. Podobno.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/Colmio81107
Ah! I w koncu spadl pierwszy snieg.
Przed wycieczka zaledwie pare platkow, po wyjsciu z galerii - Oulu biale. Cieple buty i rekawiczki szwankuja. Pomocy?
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 7.11.2007
Zaliczylam swoj pierwszy egzamin z jezyka finskiego.
I to z jakim efektem - nie bede ukrywac, ze jestem z tego powodu dumna!
Problem z nauka tego jezyka polega na tym, ze zasady nie sa podobne do zadnych znanych mi regul jezykowych. Hiszpanski, niemiecki, angielski, rosyjski, polski to zupelnie inna historia. Tutaj nie ma przyimkow, zaimkow. Wszystko to zastepuja specjalnymi koncowkami, przedrostkami. Powstaja niesamowite tasiemce, dlugasne wyrazy, ktore ciezko przeczytac na jednym wdechu. Plusem jest podobienstwo alfabetu finskiego i polskiego oraz fakt, ze czyta sie dokladnie tak, jak jest napisane, z malymi wyjatkami rzecz jasna, ale maciupenkimi.
Kurs SURVIVAL FINNISH zaliczony. 2 punkty ECTS zdobyte.
Wczoraj rozpoczal sie kurs BEGGINERS, ale nie zdolalam sie obudzic o godzinie 7:30, zeby o 8:30 z zapalem zasiasc za biurkiem i gawedzic po finsku. Nie. Byc moze zdecyduje sie na wolnego sluchacza, moze byc zabawnie.
Jedyna rzecz, ktora mnie niepokoi to fakt, ze Finowie nie chca rozmawiac po finsku! Kazda proba zagadania w ich ojczystym jezyku, konczy sie na smichach i szybkim przejsciu na jezyk angielski. Trzeba przyznac, ze prawie kazdy mowi tu w dwoch jezykach, wiec z dogadaniem sie nie ma problemu, ale zlitujcie sie! gdzies trzeba doskonalic swoje zdolnosci.
Zabawna sprawa jest to, ze Finowie sprawiaja czasem wrazenie wyziewajacych ducha. Szczegolnie przy wypowiadaniu slowa "joo" co znaczy tyle co "tak". Zwykle robia to na wdechu albo wdychajac powietrze, wiec efekt jest piorunujacy. W wiekszosci nie zwracam uwagi na finskie konwersacje, bo dookola ich cala masa, ale gdy przychodzi mi uslyszec "joo" - zawsze odwracam glowe, to odruch bezwarunkowy, bo nie moge sie nadziwic temu nawykowi.
"Joooo" - to bylo ostatnie slowo, jakie uslyszalem z jego ust. A potem umarl.
Egzamin :
1. Dzien dobry. Dzien dobry.
Czesc. Czesc.
Jak leci? W miare dobrze, dziekuje.
Przepraszam! Nie, nic sie nie stalo.
Milego weekendu. Nawzajem, dziekuje.
Prosze bardzo. Dziekuje.
2.Chcesz kawe? Tak, dziekuje.
Ile masz lat? Mam 20 lat.
Co studiujesz? Studiuje elektronike.
Jak masz na imie? Mam na imie...
W jakich jezykach potrafisz mowic? Mowie po szwedzku i po niemiecku.
Gdzie on mieszka? On mieszka na ul.Isokatu w Oulu.
3. Jest 15min po 11.
Jest za 5min 6.
Jest wpol do 3.
Jest dokladnie 7.
4. A.Czesc Leena, jak leci?
Dzieki, w miare dobrze. A u Ciebie?
Dzieki, dobrze.
Chcialabys herbaty albo kawy?
Herbaty, dziekuje.
Chcialabys ciasta?
Tak, dziekuje.
B. Dzien dobry! Czy moge cos podac?
Chcialabym pizze Tropicana.
Oczywiscie. Cos jeszcze?
Chcialabym sok.
Oczywiscie.
Ile to kosztuje?
To bedzie 7.50 euro w sumie.
Tutaj jest 8 euro.
Dziekuje, tutaj jest 50 centow reszty.
Dziekuje.
Prosze chwile poczekac. Pizza bedzie zaraz gotowa.
8. Mam na imie Karolina. Mam 22 lata. Nie rozumiem jezyka finskiego. Uwielbiam kawe.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/EgzaminZFinskiego
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 6.11.2007
Przyjechalismy tu po to, by podziwiac cudy...
Oto jeden z nich : szkola podstawowa - Disneyland.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/OuluTrip51107
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 5.11.2007
Wycieczka po Oulu. Organized by Karolina.
Wyszlo w koncu slonce, a wiec postanowilam to uczcic dlugim spacerem.
Milo, ze slonko nas smaga swoimi promieniami, ale jest to ostrzezenie - niedlugo zrobi sie naprawde zimno. Tu ponoc zima sloneczna, ale strasznie sroga jest. Da sie odczuc zmiane temperatury i to bardzo wyraznie. Okolo tygodnia wstecz nastapil przelom. Dzis temperatury sa juz minusowe.
Ludzie coraz mniej czasu poswiecaja na zastanawianie sie "w co sie ubrac", wrzucaja wszystko, co wydaje sie cieplejsze. Trzeba przyznac, ze Finowie to wytrwaly narod. Na zewnatrz mroz, wewnatrz grzeja, wiec jest cieplo i za cieplo w zimowych ciuchach, zakladamy, zdejmujemy, zakladamy, zdejmujemy. Praca! Praca! Praca! A dodatkowo dzien coraz krotszy. Kolo godziny 16 robi sie totalna szaruga, 16:30 ciemno.
Jest dokladnie 17:50 - za oknem noc.
Nikogo nie dziwi, ze ktos nie moze wstac rano na zajecia.
Cieszylam sie, ze wracam do Polski na swieta, bo to przeciez grudzien, czyli rasowa zima. Nie tutaj! Zima to styczen, przelom stycznia i lutego, a nawet czasem marzec - te miesiace sa najzimniejsze, daja w kosc.
Ludzie zaczynaja marudzic, ze jest zimno. Ja trzymam jezyk za zebami, bo co bedzie na poczatku przyszlego roku? Jakimi slowy wyraze swoj zal?
A a propo galerii - odwiedzilam centrum miasta, zrobilam specjalnie dla Was pare zdjec w banku w kolejce do okienka (automaty, karneciki). W dziale z posilkami mozecie obejrzec kolejny lunch, jaki tu spozylam, interesujacy mix!
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/WycieczkaPoOulu21107
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 4.11.2007
Zdjecie nie jest wyjatkowe, ale doskonale odzwierciedla moje samopoczucie.
Nalesnik.
Strasznie trudno przyzwyczaic organizm do tutejszych smakow, por posilkow, itd.
Jestem tym troche zmeczona, ale nie poddaje sie! Walcze dalej :) Moze ktos w koncu napije sie ze mna piwa bez polgodzinnych negocjacji. Moze.
Nalesnikowa kolacja.
Bryce - szef kuchni. Nalesniki z piwem - przepis szefa.
Zeby wszystko bylo jasne - nalesniki nie byly popijane piwem, ale mix nalesnikowy zostal uzupelniony dwoma puszkami piwa, bo tak ponoc najlepiej smakuje we Francji. Ahaaaaaaaaaa! Nie negocjowalam, ale balam sie sprobowac.
Okazuje sie, ze :
Martina z reguly bardzo mila i kochana osoba, odkryla w sobie diabla. Glod spowodowal nadmierne pocenie, nerwowosc, nadpobudliwosc i slowotok.
Pieter, ktory nigdy nie tanczy, z glodu skakal po calej kuchni w rytualnym tancu.
Annelies nie tracila czasu na poszukiwania talerzy, po dlugich oczekiwaniach, rzucila sie na nalesniki golymi rekoma, a jako talerza uzyla stol.
Bryce nie mogl wyjsc z podziwu, jakie pyszne nalesniki przyrzadzil.
A wszystko dzialo sie pod okiem polskiego szpiega z aparatem.
Nalesniki w tej ekipie to prawdziwe przezycie, o ile nalesnik moze byc akcja.
A moze. Z nimi na pewno. Bryce, Martina, Annelies, Pieter - the best.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/Nalesniki041107
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 3.11.2007

Wyprawa do Swietego Mikolaja!
Sztuczna krew zeszla z buzi za pomoca plynu do demakijazu oczu, dzieki Bogu. Wedlug instrukcji, kora nakazywala uzyc cieplej wody i mydla, nie schodzilo za nic w swiecie, wiec mysl o przywitaniu Mikolaja z krwia na twarzy byla bardzo realistyczna. Koniec koncow zatriumfowalam nad tym wynalazkiem. Mysl o Swietym Mikolaja zaprzatnela moj umysl.
Rovaniemi to druga wycieczka z worka niespodzianek, w ktorych musimy brac udzial, bo pracujemy na punkty ECTS. Zalowac mozna tylko tego pospiechu, wszedzie szybko i z zegarkiem w reku.
Nie udalo mi sie kupic niczego ciekawego tuz przy Arctic Circle, ale pogawedka ze Swietym Mikolajem i wspolne zdjecie wynagrodzily wszystko. Mikolaj ma przedluga siwa brode, wielki okragly nosek i przecudowny, cieply glos. Mowi w wielu jezykach i co najlepsza - mianowal mnie na swojego malego pomocnika. Niedowiarkom pokaze odznake, a ciekawskim kartke z autografem od samego Swietego.
Mamo! Tato! Swiety Mikolaj istnieje, a jego broda jest prawdziwa!
Tylko, ze zapomnialam zapytac, dlaczego nie zorganizowal sniegu na nasza wizyte. Byloby idealnie.
Pamietajac o tym, ze mam 22 lata - aby jeszcze mocniej utwierdzic sie w przekonaniu, ze Alvar Aalto byl niezastapiony i jedyny w swoim rodzaju, nawet dzis, kiedy go juz zabraklo...Aalto, Aalto, Alvar,..., biblioteka, urzad miejski, teatr by Alvar. Lotnisko zaprojektowane przez dwoch czolowych finskich architektow oraz uniwersytet, ktory z zewnatrz nie budzi podziwu, a w srodku zapiera dech w piersiach. Balam sie myslec o porownywaniu tamtejszych warunkow do naszych polskich, ktore i tak wspominam z lezka w oku.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/Rovaniemi11107
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 2.11.2007

Halloween party.
Uwielbiam przebierane imprezy, ale tym razem nie bylo za wiele czasu na myslenie o odpowiednim stroju. Co kojarzy Ci sie z Halloween? Wampiry. Bedziesz wampirem? Bede. I tak zostalo. Sklep z kostiumami rowniez sie znalazl, wiec wystarczylo tylko troche inwencji tworczej.
Na rachunku znalazly sie miedzy innymi :
sztuczna krew
szpony (niczego nie warte)
kly
kabaretki
szorty.
Bledem bylo nadmierne tapirowanie i tony lakieru na wlosach, ktore trzymaja sie po chwile obecna, a ja zaczynam sie zastanawiac, czy nie jest to dobry moment na zrobienie dreadow. Bede tak dlugo czesac, az wyrwe wszystkie.
Impreza w Guild House, a pozniej przesiadka do Onneli.
"Dobry wieczor, czy moge prosic piwo?" - kostium jak na zalaczonym obrazku plus zakrwawiona buzia, ale przeciez jestesmy w Finlandii - tu kazdy rodzaj dziwactwa uchodzi za rzecz codzienna. Nie przejeli sie.
Dodatkowa atrakcja wieczoru mial byc profesjonalny konkurs tanca.
Zenada Panie i Panowie, bo gdyby kazdy pomyslal "O! Mam niezly dekolt i zgrabny tylek = wygram", w konkursie bralyby udzial same lewe nogi. Przyrownac to mozna jedynie do katastrofy, niektorzy ludzie jakby pozbawieni sa samokrytyki. Zero.
Btw. w poniedzialek bylam na pierwszych zajeciach tanca w szkole CITYDANCE. Jedyna studentka z wymiany i wokol same Finki wlaczajac w to pania instruktor. Na cale szczescie w tancu liczy sie krok i muzyka, a nie slowa, takze nie bylo problemow. HipHop - tak nazywa sie kurs, a ja juz szykuje sie na salsa-baila i jazz dance. W Polsce za malo mobilizacji, to w Finlandii znalazlam.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/Halloween311007
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 30.10.2007Co mnie zaskakuje w Finlandii to to, ze w kazdym kwartale zabudowy mozna znalezc metalowe tabliczki z jego planem. Taka sama wisi na jednym z budynkow naszego wydzialu. Pstrykne foto i zaladuje na photobloga, zabawne.
Wydzial Architektury jest malenki.
W sklad wchodza 4 budynki - stary, ktory pelnil niegdys role calego wydzialu lacznie z biblioteka. Nowy budynek - Apaja, ktorego projekt zostal zrealizowany po 2000 roku oraz biblioteka, duza, pelna ksiazek. Kasino - budynek, w ktorym znajduje sie studio pracy Nordic Design'erow i studio parcy MoNArch'ow + biura pracownikow wydzialu.
Studio MoNArch miesci sie na poddaszu. Kazdy z nas ma przyporzadkowany sobie stol kreslarski razem z szafkami na szpargaly, lampa i krzeslem. Sympatyczne miejsce, ale pech chcial, ze nie potrafie sie skupic w tak licznym towarzystwie, wiec unikam pracy w tym miejscu. Przy okazji pochwale sie, ze znalazlam w studio karton zaadresowany do"kolejnego studenta Erasmusa z Polski" - kredki (ktore juz mi ktos zwedzil), kleje, druty, blok, swieczki, itd. Bardzo milo, sympatycznie.
No i punkt zaskoczenia - kazdy z nas ma klucz na wydzial oraz kod przypisany do nazwiska. Jesli tylko najdzie cie ochota popracowac na uczelni, tydzien pracujacy, sobota, niedziela...masz mozliwosc zaszyc sie, w ktoryms z katow architektury. Wystarczy uzyc klucz i haslo. Gotowe. Pracownia komputerowa rowniez dostepna!
O! I drukowanie czarno-biale A4 i A3 mamy tu za darmo. Kolor - 1m wydruku 5euro. Tak sie to prezentuje.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/Studio
Autor:
papieruwa
0
komentarze
Archiwum z 28.10.2007

* Pragne zauwazyc, ze linki do galerii moich zdjec znajduja sie pod kazda notka.
Jedzenie w Finlandii. Nie lada wyzwanie.
W glownym kampusie uniwersytetu mamy okolo 5 stolowek.
Wydzial architektury posiada jedna, ale za to bardzo przytulna, bo malutka.
Lunch o godzinie 12 wyglada nastepujaco :
* biore tace,
* ustawiam sie w sznuuuureczku
* dwie szklanki
* mleko, woda
* danie glowne - i tutaj najczesciej nastepuje "zawias", ludzie chca szybko usiasc i zjesc, a ty stoisz i nie masz pojecia, co znajduje sie w poszczegolnych naczyniach...szybka wyliczanka, biore 'to'...
* salatka (ciagle zastanawiasz sie, co nalozyli ci na talerz)
* ew.deser
* kasa, karta studencka = 2.35eu (chyba, ze zazyczyles sobie danie specjalne, w wiekszosci salatka z dodatkiem ryby - krolikarnia, za duzo zielska)
Kawa, herbata sa gratis, podobnie jak roznego rodzaju chleby, biale, pelnoziarniste, czarne, z roznymi maslami (paprykowe, czosnkowe, ziolowe...etc).
Czas proby - buraki z serem blue (widniejace na zdjeciu u gory) to bylo wyzwanie, ale pyyyszne! Nie zawsze jednak udawalo mi sie tak celowac. No coz, czlowiek uczy sie co dnia, na bledach.
Po zjedzonym lunchu nalezy odniesc swoje brudne naczynia w specjalne miejsce. Bio-odpady do oznaczonego pojemnika, talerze do oznaczonej skrzyni, szklanki do oznaczonej skrzyni, sztucce do oznaczonej skrzyni, taca do oznaczonej skrzyni, a na koncu miejsce na zlew, mydlo i reczniki, gdyby zdarzylo ci sie ubrudzic. Wszystkie skrzynki stoja na specjalnej tasmie, pod ktora znajduje sie duzy zlew z woda...to tam wpadaja resztki kawy, sosow, itd. Dziala, jak dzialac powinno. System stolowkowy trafiony. Gdybym tylko wiedziala, co wkladam na talerz.
Przy okazji tematu gastronomia i temu pokrewnych -
Nie moge nie pochwalic sie, ze ze wzgledu na "international dinner" ugotowalam, sama samiutka, pierwszy w moim zyciu rosol. Jestem zaprzeczeniem dobrego kucharza, wiec tym bardziej ciesze sie, ze wyszedl naprawde smaczny.
Wracajac do chwili obecnej - szykujemy w mieszkaniu wspolny obiad. Obiadokolacje. Dziwna to pora, bo 19:30 (czasu +2:00), ale takie tu przyzwyczajenia. Ze wzgledu na to, ze Gabriela zajela sie daniem glownym, Samantha deserem, a Chiara smazonymi warzywami (drugie danie glowne?), ja wymyslilam sobie przystawke pod tytulem "Faszerowane ziemniaki" lub "Ziemniaki w mundurkach". Wyglada apetycznie.
Przepis dla ciekawskich:
4 duze ziemniaki gotujemy w wodzie z zielem angielskim i lisciem laurowym az zmiekna (przyprawy wedlug uznania, ja oczywiscie nie znalazlam tu ziela i liscia). Jako farsz - siekamy cebule czerwona, szynke konserwowa (jakakolwiek na dobra sprawe), ogorka i wrzucamy do smietany badz jogurtu naturalnego. Miksujemy z odrobina musztardy (najlepiej francuska). Ilosc skladnikow wedlug uznania. Dodajemy majeranek, sol, pieprz. Smakujemy. Ugotowane ziemnaki ubieramy w lodeczki z folii aluminiowej, przekrawamy w krzyz do polowy grubosci i rozchylamy. Faszerujemy, na koniec posypujemy startym zoltym serem, badz parmezanem. Pieczemy przez 15min w piekarniku w temperaturze 200 C. Gotowe.
Smacznego.
http://picasaweb.google.pl/papieruwa/WszystkoCoZJedzeniemZwiazaneJest
Autor:
papieruwa
0
komentarze